Matka 3,5-letniego Leonardo uprowadziła własne dziecko. Tak wynika z dokumentów jakie 26-letnia Monika Sekura z Turku otrzymała z włoskiej ambasady. Wniosek dotyczący wydania dziecka złożył ojciec chłopca – Włoch.

Masz zdjęcie do tego tematu?

Wyślij
Matka 3,5-letniego Leonardo uprowadziła własne dziecko. Tak wynika z dokumentów jakie 26-letnia Monika Sekura z Turku otrzymała z włoskiej ambasady. Wniosek dotyczący wydania dziecka złożył ojciec chłopca – Włoch. Kobietę już w kwietniu czeka rozprawa w sądzie rejonowym w Turku.

Monika Sekura poznała 11 lat starszego Włocha podczas wakacji w Łodzi. Zakochana kobieta razem z nim wyjechała do Włoch. Na przeprowadzkę zdecydowała się, bo jak mówi chciała poznać kraj i język. Razem z partnerem zamieszkała w Scandiano, 10 km od Reggi Emilia. Po roku zaszła w ciążę.

- Miałam 22 lata i bardzo chciałam mieć dziecko. To była z mojej strony planowana ciąża. Kiedy powiedziałam o niej partnerowi zasugerował aborcję. Bez względu na jego zdanie postanowiłam je urodzić. Wtedy zaczął się nade mną znęcać psychicznie. Nie doceniał mnie, nie kazał pracować. Mimo to łudziłam się, że kiedy dziecko przyjdzie na świat wszystko między nami się ułoży – mówi Monika Sekura.

Niestety tak się nie stało. Kiedy Leonardo się urodził, między jego rodzicami cały czas dochodziło do spięć. Dodatkowo sytuację podgrzewała rodzina Włocha, która mieszkali w tym samym apartamentowcu. - Brat Massimo wyzwał mnie kiedyś i powiedział, że miejsce Polek jest w Polsce. Dla teściów natomiast ważniejsze od pierwszych urodzin wnuka było zbieranie gruszek w sadzie. Nie podobało im się, że związał się z kobietą innej narodowości niż oni – mówi matka chłopca.

Rodzinie Włocha nie podobało się, że Monika chce pracować zawodowo i dbać o siebie. Jak opowiada turkowianka, dziwili się, że chodzi do fryzjera i kosmetyczki, zamiast pomagać im na roli. Polka mimo wielu insynuacji i docinek ze strony bliskich Massimo, po urodzeniu syna zdecydowała się usamodzielnić. Kiedy Leonardo podrósł poszedł do przedszkola, a Monika do pracy. Żeby zarobić na siebie i dziecko pracowała w biurze, a wieczorami dorabiała jako kelnerka, lub barmanka. Zdarzało się, że ze względu na dwa etaty matki, synek zostawał pod opieką ojca i jego rodziców.

- Massimo nie wywiązywał się z obowiązków rodzicielskich. Kładł na przykład małe dziecko w ubraniu spać po godz. 22. Kiedyś jak wróciłam do domu, zobaczyłam, że Leonardo ma założonego pampersa na majteczki – opowiada Monika.

Konflikt między rodzicami doprowadził do tego, że przestali ze sobą rozmawiać. Mieszkali razem, ale jak mówi Polka, mijali się. W końcu 26-latka zdecydowała się wyjechać do rodziców na święta Bożego Narodzenia. Chciała wspólnie z synem spędzić dwa tygodnie ze swoimi bliskimi. Po Nowym Roku wracając do Włoch samochodem wpadła w Niemczech w poślizg. Na szczęście ani jej, ani Leonardo nic się nie stało. Roztrzęsiona zadzwoniła do ojca dziecka. Ten jednak zignorował wypadek rodziny. Matkę i syna z powrotem do Polski sprowadziła rodzina kobiety. Od tego czasu Włoch nie zainteresował się dzieckiem. - Nie zadzwonił nawet i nie zapytał jak dziecko się czuje, czy jego syn ma co jeść, czy ma się w co ubrać, czy czegoś mu brakuje – mówi kobieta.

Niedługo potem Monika Sekura dowiedziała się, że Massimo złożył w ambasadzie włoskiej skargę o uprowadzeniu dziecka. Przedstawicielka ambasady zadzwoniła do kobiety chcąc dowiedzieć się wszystkiego o sytuacji Polki. Potem nastała cisza. Po dwóch tygodniach turkowianka dostała pismo, w którym ambasada prosiła o umożliwienie kontaktów dziecka z ojcem. Matka odpisała, że kilka dni przed otrzymaniem dokumentu, Massimo był w Polsce i widział syna.

- Nie mam nic przeciwko temu, żeby Massimo widywał się z synem. Nie mam zamiaru utrudniać mu kontaktów. Uważam jednak, że Leonardo jest za mały na oderwanie go od matki – mówi matka.

Później przyszedł kolejny dokument. Tym razem już z sądu rejonowego w Turku. W oparciu o konwencję haską i przedstawione przez pełnomocnika Massimo argumenty, Ministerstwo Sprawiedliwości przesłało do sądu wniosek o wydanie dziecka ojcu. Podstawą do oddania syna według adwokata Włocha jest wyrwanie chłopca ze środowiska, w którym się wychowywał, stałe zameldowanie we Włoszech i tamtejsze obywatelstwo. Zdaniem matki te argumenty są niedorzeczne. Leonardo ma bowiem dwa obywatelstwa, jest zameldowany w Turku, w domu dziadków i doskonale czuje się w Polsce. Termin rozprawy wyznaczono na 1 kwietnia.
- Sąd ma obowiązek rozpatrzyć tę sprawę priorytetowo. To pierwsza taka sytuacja w naszym regionie. W dokumentach z ministerstwa nie ma mowy o podwójnym obywatelstwie. Jednak najważniejsze w tego typu sprawach jest kierowanie się stałym miejscem pobytu – mówi Agata Wilczewska, rzecznik sądu okręgowego w Koninie.

Wiadomości Poznań, Wydarzenia Poznań

Komentarze (0)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!

Więcej na temat: