Środa, 17 Marca 2010 Imieniny: Gertruda, Patryk, Zbigniew Wyślij kartkę Zaloguj się | RSS


NaszeMiasto.pl >> Oborniki >> Wydarzenia >> WOLSZTYN - Parowozy ratują szynobusy

WOLSZTYN - Parowozy ratują szynobusy

Polska Głos Wielkopolski Danuta Rzepa

2010-02-08 08:01:10 , Aktualizacja 2010-02-09 10:25:47

W starciu ze śnieżnymi zaspami lepiej radzą sobie parowozy niż lekkie szynobusy. Tej zimy wielotonowe kolosy z wolsztyńskiej parowozowni kilkakrotnie spieszyły na pomoc szynobusom, które utknęły w zaspach.

Kazimierz Kościański i Czesław Janus przy Pt47-65 (© Fot. Danuta Rzepa )

Masz zdjęcie do tego tematu? Wyślij »
Jedna z największych akcji miała miejsce przed tygodniem, w sobotnie popołudnie na wysokości nieczynnej stacji kolejowej w Młyniewie koło Grodziska Wielkopolskiego. W zaspie śnieżnej utknął szynobus, blokując tym samym linię kolejową Poznań – Wolsztyn. Nie pomogła nawet wysłana na odsiecz ze Zbąszynka lokomotywa spalinowa, a później też pług wirnikowy.

Szynobus ugrzązł w odległości ok. 700 m od stacji kolejowej. Podróżowało nim 12 pasażerów oraz maszynista, pracownik kolei i kierownik pociągu. Próba wyciągnięcia szynobusu z zaspy się nie powiodła, kierownik pociągu podjął więc decyzję o ewakuacji pasażerów. Dojazd do składu udrożniła ekipa pługa ze wsparciem jednostki zawodowej straży pożarnej z Grodziska Wlkp. 8 pasażerów zostało przewiezionych samochodami strażackimi do centrum Grodziska Wlkp., dwóch następnych i pracownik kolei wróciło podstawionym spalinowozem do Wolsztyna. Szynobus pociągnął dopiero parowóz Pt47-65. Skład zatrzymano na stacji w Grodzisku, gdzie przeczekał całą noc, a do Wolsztyna, na resztkach wody, dotarł w niedzielę rano.
Natomiast we wtorek 2 lutego po godz. 12 parowóz Ol49-7 wyruszył z Wolsztyna na odsiecz szynobusowi, który uległ awarii w Solcu Nowym na trasie Wolsztyn – Leszno. Przyprowadził go ok. godz. 13.

– Sytuacja na torach zmienia się z godziny na godzinę – mówi Kazimierz Kościański, który na kolei pracuje od 1969 roku, a od 1972 roku jest maszynistą. – Gdy jedziemy w jedną stronę trasa jest przejezdna. Wystarczy jednak, że zacznie porządnie wiać i na odkrytych przestrzeniach tworzą się zaspy. Kiedyś przy odśnieżaniu torów pracowało więcej osób. Ekipa liczyła ze stu ludzi, a teraz zaledwie kilku. Nie było też podziału pod względem własności. Cały majątek należał do PKP, więc gdy odśnieżano, to od razu całość. Gdy doszło do awarii parowozu, zastępował go inny. Teraz najpierw trzeba sprawdzić, do kogo należy tor i lokomotywa, a dopiero później można podejmować decyzje. Zimy były bardziej śnieżne i mroźne, więc na odkrytych przestrzeniach stały płoty, zapobiegające tworzeniu się zasp. Teraz jest ich znacznie mniej, bo i dawno takiej zimy nie było – podkreśla kolejarz.

– Ostatnio taka śnieżna zima była na przełomie 1978–1979 roku – mówi Czesław Janus, który jest maszynistą od 35 lat. – Wówczas również zdarzały się opóźnienia. Nie wynikają one wyłącznie z faktu, że po drodze napotykamy jakieś przeszkody. Czasami trzeba poczekać na skomunikowanie z innym pociągiem i już jest przestój. Gdy tory są zaśnieżone, to jedzie się po nich o wiele wolniej. Parowozy są cięższe i łatwiej radzą sobie ze spychaniem śniegu z torów. Szynobusy niestety o wiele częściej utykają w zaspach – podkreśla.
strona: 1 z 1

regulamin

ZOBACZ KONIECZNIE

przewiń w lewo przewiń w prawo