Podarował nowe życie młodej mieszkańce Turcji

Jakub Przybysz
Jan Nadolny został dawcą szpiku kostnego
Jan Nadolny został dawcą szpiku kostnego RED
Spotkało mnie duże szczęście. Nie każdy może uratować komuś życie - mówi z uśmiechem na twarzy Jan Nadolny z Ocieszyna. Mężczyzna został dawcą szpiku kostnego. Oddał swoje komórki macierzyste młodej mieszkance Turcji. Wśród najbliższej rodziny, przyjaciół i znajomych uważany jest za bohatera. Sam zaś jedynie przyznaje, że zrobił to, co do niego należało.

Jan Nadolny w bazie potencjalnych dawców szpiku kostnego zarejestrował się cztery lata temu. Wówczas poszukiwano dawcy dla kolegi jego syna. - W szkole w Maniewie i w siedzibie starostwa powiatowego zorganizowano akcję poszukiwania dawcy szpiku dla chłopca, chorego na białaczkę. Chciałem pomóc i zarejestrowałem się. Poinformowano mnie wówczas, że jeśli znajdę się w bazie, to być może w przyszłości będę mógł oddać szpik innym potrzebującym - wspomina mieszkaniec Cieszyna.

Jeszcze przed przystąpieniem do grona potencjalnych dawców komórek macierzystych, Jan Nadolny zapoznał się z podstawowymi informacjami na temat białaczki i zabiegu przekazania szpiku. Wiedza zaczerpnięta z internetu utwierdziła ocieszanina w przekonaniu, że niewiele trzeba, aby podarować komuś drugie życie. - Nie bałem się, nie miałem żadnych wątpliwości. Stwierdziłem, że skoro mogę pomóc, to dlaczego tego nie zrobić. Na swojego bliźniaka genetycznego czekałem długo - opowiada Nadolny.

Ten dzień nadszedł w kwietniu. Wtedy to Jan Nadolny usłyszał, że może oddać drugiej osobie cząstkę siebie. - _Często dzwonią do mnie ludzie z banków z ofertą pożyczki, różni telemarketerzy oferujący różne produkty, dlatego jeśli nie znam numeru raczej nie odbieram. Z fundacji dzwonili do mnie przez dwa dni. Gdy widziałam, że wciąż ten sam numer próbuje się ze mną skontaktować to pomyślałem, że musi to być coś ważnego - _wspomina dawca szpiku z Ocieszyna.

Pracownik fundacji poinformował Jana, że jest osoba, która potrzebuje przeszczepu szpiku kostnego i wszystko wskazuje na to, że to on jest jej genetycznym bliźniakiem.
- Wszystko trzeba było jeszcze poprzedzić badaniami. Zrobiono mi je jeszcze w kwietniu w szpitalu w Obornikach. Wyniki zostały przekazane do fundacji w Warszawie. Później musiałem poświęcić jeszcze dzień na szczegółowe badania w Poznaniu - opowiada ocieszynianin.

Na kolejny telefon z fundacji Jan musiał jeszcze poczekać. - Ponownie zadzwoniono do mnie dopiero w czerwcu. Miałem już wątpliwości czy będę mógł oddać szpik. Na szczęście okazało się, że wszystko jest w porządku - dodaje.
Ze względu na okres żniw, mieszkaniec Ocieszyna początkowo myślał o przesunięciu terminu pobrania szpiku, jednak potem naszły go obawy, że może być już za późno. - Gdy to przemyślałem, ustaliłem możliwie najszybszą datę - opowiada Jan Nadolny.

Przyszły dawca szpiku coraz więcej czytał w internecie na temat zabiegu, któremu miał się poddać. - Niektóre osoby na forach internetowych pisały o powikłaniach po pobraniu szpiku. Głównie chodziło o osłabienie. Liczyłem się z tym jednak i nie zmieniłem zdania - wyjaśnia ocieszynianin.

3 sierpnia był dniem, w którym Jan Nadolny miał zostać dawcą szpiku kostnego. - Przez cztery dni przed pobraniem, brałem zastrzyki, które miały zwiększyć w moim organizmie liczbę komórek macierzystych. Musiałem je brać dwa razy dziennie, co dwanaście godzin. Dlatego często przerywałem pracę w gospodarstwie. Mimo ładnej pogody, dokładnie o 20 musiałem zjechać z pola, aby zrobić sobie zastrzyk. Było to dość uciążliwe ze względu na pracę, ale cel był szlachetny - zdradza mieszkaniec Ocieszyna, i przyznaje, że nigdy dotąd tak bardzo nie dbał o swoje zdrowie, jak przed zabiegiem.

Przejdź na następną stronę artykułu...

- Praca na gospodarstwie jest ciężka, a ja musiałem się mocno oszczędzać. Wiedziałem, że jeżeli się potknę, zranię czy złamię nogę, to nie będę mógł oddać szpiku. Wówczas kogoś nadzieja na wyzdrowienie może legnąć w gruzach. Nie wybaczyłbym sobie, gdyby tak się stało. Jeśli już się zdecydowałem, to chciałem doprowadzić sprawę do końca tak jak należy.

Jan dobrze przeszedł pobranie szpiku kostnego. Przez pięć godzin był podłączono do specjalistycznej maszyny, która z krwi obwodowej pobierała komórki jego macierzyste.
- Różni dawcy opowiadali jak znosili samo pobranie, niektórzy byli bardzo osłabieni, wymiotowali. Ja poczułem tylko ciepło - opowiada ocieszynianin.

Po zabiegu zważono ilość komórek, którą pobrano od Jana. Gdy okazało się, że wszystko poszło zgodnie z planem, nasz bohater mógł pojechać do domu. Na tym jednak jego zadanie się nie skończyło. - Wiem już kto potrzebował mojej pomocy. Mam nadzieję, że wszystko się uda i ta dziewczyna wygra walkę z chorobę. Pewność będę miał jednak dopiero za rok - wyznaje Jan Nadolny.

Przez ten czas mieszkaniec gminy Oborniki musi być w gotowości do ponownego oddania szpiku dla, jak się okazało, młodej obywatelki Turcji. Jak sam przyznaje, pełni teraz bardzo ważną rolę - anioła stróża. - Widocznie nie bez powodu dostałem z fundacji figurkę anioła - puentuje.

Mniej wina w Europie

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie